Historia Kopalnii Ignacy

Obozy pracy na terenie kopalni Hoym


2018-03-20

Wojna przyniosła okupację, powszechne stały się obozy pracy przymusowej lokowane przy zakładach pracy. Na całym Górnym Śląsku było ich dziesiątki a tysiące więźniów pracowały niewolniczo na rzecz okupanta. 

  • Obozy pracy na terenie kopalni Hoym

 

Po przejęciu kopalni w 1939 roku okupant niemiecki chciał wycisnąć z zakładu jak najwięcej. Kolejne lata wojny wymuszały co raz większy poziom eksploatacji. Wszak huty i zakłady zbrojeniowe pracowały pełną parą produkując czołgi, samoloty i armaty. Do Armii Niemieckiej wcielano Ślązaków, którzy zostali przyporządkowani do odpowiedniej kategorii Volkslisty. Po za tym usuwano z pracy robotników pochodzenia polskiego, którzy trafiali na roboty przymusowe do Niemiec. Ta praktyka stopniowo uszczuplała stan załogi kopalni. Ubywało wykwalifikowanych pracowników a zapotrzebowanie na węgiel rosło. Wobec tego od 1942 roku sięgnięto po jeńców wojennych, więźniów politycznych i robotników przymusowych. 

W Niewiadomiu istniał obóz dla jeńców radzieckich. Otrzymał nazwę „R-218”. Zlokalizowany był przy drodze prowadzącej z północy na południe w kierunku kopalni i na zachód powyżej mostu. 

Udokumentowane transporty więźniów:

8   października  1943 - 145 jeńców

17 października  1943  - 2    ———

15 grudnia          1943 - 177 ———

17 października  1944 - 102 ———

Nie wszystkie transporty udokumentowano. Z 433 jeńców przebywających w obozie 342 było narodowości rosyjskiej, 91 to Azerbejdżanie, Żydzi, Turkmeni i inni. W dokumentach 6 jeńców oznaczono literą T, byli to prawdopodobnie inżynierowie górniczy pełniący dozór nad grupami roboczymi jeńców. 

Wpis do akt rosyjskiego jeńca rosyjskiego Michaiła Kobylańskiego pochodzącego z Odessy. Więzień miał numer obozowy 39618. Do niewoli dostał się 12.08.1941, do obozu przy kopalni Hoym przeniesiono go 9.10.43. Z akt wynika, że 19.01.1944 jeniec zmarł w niewoli. 

Akta młodszego podoficera Pawła Kuzniecowa ze Smoleńska. Urodozny 28 stycznia 1906, do niewoli dostał się 11 września 1941 roku i otrzymał numer 39567. Z akt wynika, że najpierw pracował na kopalni "Charlotte" w Rydułtowach, a od 20 kwietnia 1944 roku w kopalni "Hoym", gdzie dokonał żywota 5 maja 1944 roku. 

Dzienne racje żywnościowe, jakie otrzymywali jeńcy, uzależnione było od osiąganej wydajności pracy, co potwierdzają zachowane karty pracy. Przy osiągnięciu 80% wydajności dzienna porcja wynosiła 600 g chleba, 42 g tłuszczu i 3 litry ciepłej strawy. Przy wydajności 70% było to 500 g chleba, 29 g tłuszczu i 2 litry ciepłej strawy. Wydajności 80% jeńcy nigdy nie osiągali. Niskie przydziały żywności i ciężka praca powodowały, że siły jeńców szybko się wyczerpywały.  

Górnicy wobec ciężkiego losu jeńców starali się im pomagać. Powszechne było dzielenie się jedzeniem. Ślązacy ukrywali na dole, w sobie znanych miejscach za obudową, chleb i jakąkolwiek posiadaną żywność. Często taki schowek oznaczano za pomocą kredy symbolem gwiazdy. Ludność miejscowa także pomagała jeńcom. Przerzucano na teren obozu zadrutowane z pokrywką garnki z gotowaną kapustą, boczkiem i ziemniakami. Po zjedzeniu garnek odrzucano na zewnątrz. Za udzielaną pomoc jeńcy odwzajemniali się zabawkami z drucików i drewna oraz wyrobem prymitywnych butów i laczy. 

Mieszkańcy Niewiadomia pomagali także w podejmowanych przez jeńców ucieczkach z obozu, z których kilka było udanych. Potwierdzają to sprawozdania kopalniane. Stefan Plaskociński uciekł 6 października 1944 roku, Ceslaus Mrosek 15 października 1944 roku. 4 sierpnia 1944 udało się to Jakowi Mata, Paulowi Malawce i Włodimirowi Woroniowskiemu.

Część baraków obozu rosyjskiego przy ul. Sportowej po wojnie rozebrano, a materiał użyto do budowy  nowego kościoła w Jejkowicach. Poprzedni kościół i plebania doszczętnie spłonęły w czasie działań wojennych. Inicjatorem takiej akcji był przeniesiony z Jejkowic do Radlina ksiądz proboszcz Jarząbek.  

Oprócz obozu jeńców wojennych, funkcjonował przy kopalni obóz dla robotników przymusowych z głębi kraju tzn. „Ostarbeiterlager”. Składał się od z dwóch baraków usytuowanych obok ówczesnego budynku sypialni tzn. „Szlafhauz”. 

Ulica Sportowa, poprawej widoczny barak obozu "Ostarbeiterlager"

 

Wzmianka o tymże obozie znajduje się we wspomnieniach Pana Franciszka Brachmańskiego. 

Z uwagi na to, że gospodarstwo rolne rodziny Brachmańskich było największe w Niewiadomiu i nie było zmechanizowane. Koszenie zboża, koniczyny i łąki prowadzono ręcznie kosami. Dlatego też zatrudniono do tych prac pracowników z obozu pracy. (Prawie wszyscy synowie gospodarza Brachmańskiego znajdowali się w Wehrmachcie, praktycznie nie było rąk do pracy) Był tam również bardzo dobry rolnik Marian Kwiatkowski, który poprosił ojca o pomoc w wyciągnięciu go z obozu pracy. Biorąc to pod uwagę ojciec wystąpił do władz powiatu  o przydzielenie do stałej pracy pracownika z obozu pracy, wskazując na konkretną osobę, który pochodził z gospodarstwa rolnego. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie  i Marian Kwiatkowski został skierowany do naszej rodziny z określonymi warunkami. Powinien mieć odrębne pomieszczenie do spania i spożywania posiłków. Te warunki nie zostały spełnione ale nie przeprowadzono pod tym kątem kontroli. 

Nie tylko dzięki Brachmańskim niektórzy więźniowie zamienili katorżniczą pracę w kopalni na spokojniejszą uprawę roli. W notatkach pana Brachmańskiego czytamy:

Z tego pozostał na naszym terenie również Ukrainiec Iwan Śledziński, który również wyciągnięty z obozu pracy i był zatrudniony u pana Kuśki w Radlinie, bowiem pan Kuśka został zaciągnięty do wojska niemieckiego. Mało tego nie było nikogo kto mógłby obsługiwać konie. 

Okazuje się, że niektórzy więźniowie obozu pracy głównie Polacy po wojnie zostali w Niewiadomiu. 

Pan Brachmański wspomina:

W obozie pracy był również pan Dulczewski, który pracował po wojnie jako elektryk. Ożenił się na Beacie (Dzielnica Niewiadomia)  z panną Hadam. 

Na śląsku osiedlił się także wyżej wspominany Ukrainiec Iwan ale też inni.

…Z tego obozu pan Urbański ożenił się z Marią Hauder i po skończeniu wojny pracował jako cieśla. 

 

Budynek który był barakiem obozu pracy przymusowej po wojnie służył do wydawania górnikom aprowizacji i  spraw biurowych typu prowadzenie kartoteki. Następnie przeznaczono go na markownię kopalnianą, z czasem wyburzono.