Kiedy pojawiła się możliwość powrotu do obecnej kopalni i jak do tego doszło?
Andrzej: „Dostałem telefon, że mogę wrócić. Była wielka radość, bo już wcześniej często pomagałem przy różnych pracach, np. jak włamanie było i trzeba było okna zabezpieczyć. Potem od 2015 roku pomagałem odprowadzać wycieczki. „
Grzegorz: „Nasz były kierownik Alojzy Szwachuła dzwonił do mnie chyba w 2020r, czy chciałbym pracować przy uruchamianiu maszyny w maszynowni Kościuszko. Siedem miesięcy to trwało, pięciu nas pracowało. W czerwcu przywieźli agregat parotwórczy i podłączyliśmy go do maszyny, a ona ruszyła”
Andrzej: „No i oczywiście te pierwsze podłączenie to była masakra… Wszędzie tam para syczała, bo rurki były postrzelane od mrozu. Bo ta woda zamarzła, co została w rurkach, więc potem to wszystko trzeba było spawać, wymieniać i tak dalej.”
Po zakończeniu rewitalizacji i prac naprawczych, nowa część kopalni była gotowa na przyjęcie zwiedzających. Dla dawnych górników, którzy wrócili tu w roli edukatorów, rozpoczęcie oprowadzania było zupełnie nowym doświadczeniem – teraz to oni mieli pokazać turystom, jak wyglądała praca przy maszynach.
Pierwsza szychta ze zwiedzającymi – jak się czuliście?
Andrzej: „Było to na pewno dla nas wyzwanie. Praca na maszynie – tego się nie obawiałem, ale kontakt z ludźmi! Bo jak przychodzą grupy, trzeba coś im powiedzieć. Każdy ma teraz telefon, co nagrywa, więc to było coś nowego.”
Grzegorz: „50 obcych ludzi, trzeba coś powiedzieć, a nigdy nie było się tego uczonym. Budynki te same, zadania inne. Kamera trochę stresuje, ale było fajnie. Do dziś jest fajnie pracować.”
Co teraz należy do Waszych głównych obowiązków?
Grzegorz: „Poza kontaktem, oprowadzeniem i opowiadaniem na pytania turystów, zajmujemy się także konserwacją. Otóż naprawdę ta maszyna cały czas wymaga doglądania. Tak zawsze było robione, nadal tak robimy i dlatego jest w takim dobrym stanie. Teraz ta maszyna robi już zupełnie co innego niż za dawnych czasów. Ludzi nie wozi, ale zamontowano na wieży szybowej koło nawrotu liny. Maszyna chodzi, koło się kręci — i od razu widać, że kopalnia jeszcze żyje, że coś się tu dalej dzieje.”
Jakie zabawne pytania lub sytuacje nadal Was zaskakują? Czy zdarza się Wam czasem uśmiechnąć pod nosem?
Andrzej: „No są takie pytania dziwne. Ile to kosztowała ta maszyna w 1920 roku? Ile w całości waży ta maszyna? To są pytania, na które trudno nam odpowiedzieć.”
Grzegorz: „Albo takie: Czy jakby do tych smarowisk olejowych, kropelkowych nalać herbaty, czy by to jeździła ta maszyna? Takie są czasami pytania.”
Co jest dla Was obecnie najbardziej satysfakcjonujące w pracy?
Andrzej: „Kiedy widzisz człowieka, który mieszka tu po blisku i zaskoczony jest, że tu takie centrum mamy, a on o tym nie wiedział. A cieszy mnie najbardziej to, że myśmy się do tego przyczynili, że to zostało, że to jeździ, że to pokazujemy ludziom. No napawa nas dumą, że myśmy tu przełożyli swoją rękę.”
Grzegorz: „To też jest wyjątkowa maszyna, bo to jest największa w Europie czynna maszyna parowa. A my w takim miejscu pracujemy i mamy przyjemność ją obsługiwać i ludziom mówić na jej temat. To jest bardzo fajne.”
A czy nadal obchodzicie Barbórkę? Jeśli tak to w jaki sposób?
Andrzej: „Tak, oczywiście. Już jestem z rodzinką skrzyknięty, że czwartego przyjadą do mnie do domu na golonko i na piwko.”
Grzegorz: „A ja przeważnie dostaję jako prezent piwo z wstążeczką. Nic więcej nie potrzebuję, nie chcę. Ale też chodzę w Barbórkę do kościoła i tam z niektórymi starymi kumplami się widzę.„
A powiedzcie mi, czy coś byście chcieli jeszcze w tym miejscu, zmienić, ulepszyć?
Andrzej: Czekamy na to, żeby kiedyś decyzja zapadła i finanse się znalazły, żeby maszynę Głowacki uruchomić. Ona jest kompletna, tylko trzeba zainwestować troszkę, kupić agregat parotwórczy, a potem zamontować.
Grzegorz: Tamta maszyna jest dużo mniejsza, więc wystarczyłoby mniej pary do niej i mniejszy agregat. No i na pewno by to jeździło. To by była satysfakcja.”