Historia Kopalnii Ignacy

Święta Barbara utracona i odzyskana


2018-03-21

Barbórkę z kopalni „Ignacy” w Rybniku uratował przed zniszczeniem Zygfryd Szymiczek, mieszkaniec Radlina. 

  • Święta Barbara utracona i odzyskana

Pod koniec lat 60 XX w. kierownictwo kopalni wyrzuciło ten obraz św. Barbary, przed którym modliły się całe pokolenia górników w XIX wieku. Ziga - jak mówią na niego przyjaciele - znalazł jednak obraz wśród rupieci na kopalnianym strychu i uratował go.

Święta Barbara z kopalni „Ignacy” ma na sobie czerwony płaszcz męczenniczki. Trzyma kielich z hostią oraz miecz, którym została ścięta. Stopę opiera na strzaskanej kamiennej głowie pogańskiego bóstwa. Na pewno była na kopalni już w 1876 r., kiedy mój dziadek Józef wrócił z pruskiego wojska i tu się zatrudnił - mówi Zygfryd Szymiczek. - Starzy górnicy twierdzili, że ta Barbórka była tu od początku istnienia kopalni. A nasza kopalnia powstała w 1792 roku - dodaje. 

 

Replika obrazu św. barbary z kopalni "Ignacy", obecnie znajduje się w Izbie Pamięci kopalni "Rydułtowy"

 

Fisharmonia w kopalni

 Nazwy kopalni się zmieniały, a obraz św. Barbary w purpurowym płaszczu wciąż tu wisiał na honorowym miejscu. Dziadek Zygfryda został tu w XIX w. śpiywokiem, czyli górnikiem, który prowadził na kopalni wspólne modlitwy. - Górnicy codziennie przed zjazdem na dół śpiewali pod tym obrazem Barbórki: „Kto się w opiekę odda Panu swemu” i „Barbaro święta” - mówi Ziga Szymiczek. Obok obrazu Barbórki na „Ignacym” stała fisharmonia, na której codziennie do pieśni akompaniował któryś z uzdolnionych muzycznie górników. Przed stu laty Śląsk był niezwykle rozśpiewany, bo jego mieszkańcy w epoce przed wynalezieniem telewizji popołudniami wspólnie muzykowali. W sąsiednim miasteczku Rydułtowy górnicy przed każdym zjazdem na dół szybem „Schreiber” grali na prawdziwych piszczałkowych organach.

W 1910 roku dziadek Józef zmarł. - śpiywokiem został po nim mój ojciec Wilhelm, ale prowadził modlitwy tylko do 1913 roku, bo wtedy władze kopalni zabroniły górnikom modlić się po polsku - mówi Zygfryd Szymiczek. Skoro nie mogli się modlić po polsku, górnicy przestali w ogóle wspólnie modlić się przed szychtą. Zwyczaj, który miał prawdopodobnie ponad sto lat, zanikł i już się nie odrodził. Przed obrazem wciąż odbywały się jednak Msze św. w dniu św. Barbary. 

Obraz znika

Po II wojnie światowej w każdym zakładzie pracy zaczęli się rządzić sekretarze partyjni. Dlatego wizerunki św. Barbary zaczęły znikać z kopalnianych cechowni. Tak też się stało na kopalni „Ignacy”, krótko po jej włączeniu do kopalni „Rydułtowy”. Pewnego dnia pod koniec lat 60. XX w. Barbórka po cichu zniknęła z hali wypłat na „Ignacym”. Nie wiadomo kto kazał ją zdjąć. W następnych latach stary śpiywok Wilhelm Szymiczek prosił swojego syna Zygfryda, żeby ten obraz odnalazł. Zidze udało się tego dokonać w 1976 r. Znalazł Barbórkę na poddaszu budynku administracji. Tkwiła między stertami połamanych krzeseł. Obraz miał wypaczone ramy i przemoczone płótno, bo zalewała go woda z cieknącego dachu. Zygfryd postanowił uratować obraz. Z pomocą przyszedł mu młody zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Paweł Cieślik. Zorganizował bagażowego żuka, który podjechał pod same drzwi budynku administracji. Wystarczyło dyskretnie wrzucić obraz na pakę i wywieźć go poza kopalnię. - Paweł pomógł, bo też był katolikiem, no i był z niego fajny synek - wspomina Zygfryd. 

Obraz ocalał, bo Zygfryd zawiózł go do muzeum w Rybniku. Przekazał go tam wraz ze wspaniałą kolekcją kilofów, oskardów i innych narzędzi górniczych, zgromadzoną przez jego ojca. - O, tu mam dziękczynny dyplom z rybnickiego muzeum, zobacz, z 1976 roku. Dziękują w nim mojemu ojcu, że przekazał za moim pośrednictwem narzędzia - pokazuje Zygfryd. W dyplomie jest też podziękowanie za „opiekę nad obrazem z patronką górników”. - Muzeum dało ten obraz do konserwacji i zapłaciło za jego naprawę duże pieniądze - wspomina Zygfryd.

Zygmunt Szymiczek. Fotografia z Gościa Niedzielnego. 

Święta Barbórka legalna

- A gdybyście na ratowaniu barbórki wpadli, stracilibyście stanowiska? - To zależy od tego, kto by zaczął w tej sprawie kopać - zastanawia się Zygfryd. - Gdyby to był ktoś zażarty, to konsekwencje mogły nas spotkać. Powiedzieliby mi: „Ty pieronie jesteś kierownikiem działu, a kościelne obrazy ratujesz?!”. Wizerunki św. Barbary wróciły do kopalń dopiero cztery lata później, w 1980 roku, kiedy w Polsce wybuchła „Solidarność”. Górnicy z „Ignacego” nie wiedzieli, co się stało z ich Barbórką, ale pogłoski wiązały ją z nazwiskiem Szymiczek. Doszło wtedy do absurdalnej sytuacji: zamiast dziękować Zygfrydowi Szymiczkowi za ocalenie obrazu, kilku pracowników kopalni zarzuciło mu, że go ukradł i „handlował antykami”. Dla Zygfryda było to wyjątkowo bolesne doświadczenie. - Pytałem jedna panią, która mnie oskarżała: ”A co pani zrobiła w obronie obrazu, kiedy go partia wynosiła?” - wspomina. Musiał udowadniać swoją niewinność. Pojechał do muzeum po zaświadczenie, że obraz jest w muzealnych zbiorach i ma się dobrze. Muzeum nie zamierzało obrazu kopalni na powrót przekazać, bo sporo zainwestowało w jego naprawę. Górnicy powiesili więc na „Ignacym” wierną kopię swojej Barbórki. Gdyby nie Szymiczek, nie mieliby nawet czego kopiować. 

 

Św. Barbara w hali wypłat.

Obchody barbórkowe w 1990 roku. Zdjęcie z niewiadomskiej gazetki parafialnej. 

 

Dzisiaj w kopalni „Ignacy” górnicy nie zjeżdżają już na dół. Zjawiają się tu tylko turyści, żeby podziwiać dwie ogromne, parowe maszyny wyciągowe, zbudowane w 1900 i 1920 roku. A piękną Barbarę z „Ignacego”, przed którą górnicy codziennie modlili się, zanim zjechali na pełną niebezpieczeństw szychtę, można dzisiaj zobaczyć w Muzeum w Rybniku. 

 

Artykuł Przemysława Kucharczaka z Gościa Niedzielnego 14 września 2008